Cel został zrealizowany,
reprezentacja Polski wygrała grupę C i zagra na przyszłorocznym
Eurobaskecie. Po drodze nerwów i emocji było co niemiara, a mecz z
Austriakami był widowiskiem dla ludzi o mocnych nerwach. Przed
polską koszykówką rok czasu na zbudowanie zespołu, który dobrze
zaprezentuje się podczas turnieju głównego.
Mogłoby się wydawać,
że po dwukrotnym pokonaniu reprezentacji Niemiec przed naszą
drużyną narodową została już łatwiejsza część drogi na
mistrzostwa Europy. Tymczasem, o ile spotkanie z Luksemburgiem było
swego rodzaju kubłem zimnej wody, o tyle mecz z Austriakami był już
totalną, szaloną bitwą. Najcięższym bojem, jaki Polacy stoczyli
podczas tegorocznych kwalifikacji.
Po meczu z Luksemburgiem
pisałem, że kluczem do wygranej w „meczu roku” musi być
koncentracja i umiejętność narzucenia rywalom swojego stylu gry.
Nie wiem, na ile zabrakło skupienia, a na ile naszych kadrowiczów
sparaliżowała presja sukcesu, ale pojedynek z Austrią wyszedł im
niezwykle chaotycznie. W ataku zdarzały się błędy ko(s)miczne. A
to ktoś nie ściął pod kosz, inny nie zajął pozycji na obwodzie
– momentami drużyna grała jakby to był jej pierwszy mecz w tym
składzie. W obronie dominował kiepski timing – słabo
skoordynowana pomoc, tu za mocna, tam za słaba. Plus – stałe
grzechy, zbyt wielka agresja nastawiona na przechwyt, a za mało
pracy na nogach. No i ten Rasid Mahalbasić..
Jedyny klasyczny środkowy
w kadrze Austrii miał być celem numer jeden naszej drużyny.
Tymczasem były gracz Asseco Prokomu Gdynia znów, tak jak w
pierwszym spotkaniu, wygrywał pojedynki indywidualne, wymuszał
faule, punktował i otwierał kolegom możliwość gry. Trzeba mu
oddać, że zagrał heroicznie. W dogrywce słaniał się na nogach,
a po kilku bodiczkach od naszych podkoszowych zgięty w pół musiał
opuścić boisko. Ostatecznie, zanim spadł za piąty faul,
wyeliminował z gry Adama Hrycaniuka, a wcześniej zatrzymał swoich
największych rywali, Damiana Kuliga i Przemysława Karnowskiego w
akcjach, które mogły dać nam wygraną w regulaminowym czasie. 27
punktów i 13 zbiórek – absolutnie kosmiczny mecz Austriaka i
prztyczek w nos dla tych, których twierdzą, że czas centrów w
koszykówce minął.
Na szczęście w naszej
drużynie objawiło się więcej bohaterów. Wspomniani Kulig z
Karnowskim stworzyli zabójczy duet, który wchodząc z ławki
rozbijał austriacką obronę. Pierwszy trafiał rzuty po absolutnie
mistrzowskich manewrach, o które jeszcze dwa lata temu nikt go nie
podejrzewał. Szkoda, że w końcówce czwartej kwarty w jednym
wypadku zabrakło mu do wykonania jeszcze jednej „pompki”, ale i
tak zagrał świetnie. Był tylko o pięć punktów gorszy od
Mahalbasicia, a do tego umiejętnie czyścił sytuacje pod naszymi
tablicami. Obaj z Karnowskim potrafili też stopować Mahalbasicia
pod naszym koszem, choć ta sztuka nie wychodziło wczoraj zbyt
często. Za to w ataku niekiedy sami ze sobą rozgrywali akcje, gdy
obwodowym zaczynało brakować pomysłu.
Nie byłoby wczorajszego
zwycięstwa, gdyby do duetu wysokich nie dołączył Kamil Łączyński.
Wydawało się, że w tych eliminacjach skończy jako człowiek od
robienia atmosfery poza boiskiem. Tymczasem wczoraj w ważnych
momentach przyćmił świetnego w tych rozgrywkach Roberta
Skibniewskiego wnosząc element szaleństwa i nieszablonowych
rozwiązań. Czasami przesadzał i obok zagrań świetnych miał i
takie, jak choćby niezrozumiała strata na środku boiska, czy
choćby faul na prześladującym naszą kadrę Thomasie Klepeiszu.
Niemniej, bez jego niekonwencjonalnych zagrań i dobrej współpracy
z wysokimi nie przełamalibyśmy impasu w grze.
Nie zawiedli też liderzy
zespołu – ten wyczekiwany, Adam Waczyński oraz ten, który
wyskoczył mu zza pleców, Mateusz Ponitka. Pierwszy z nich serią
punktów przełamał wynik w trzeciej kwarcie, dając nam po raz
pierwszy prowadzenie. Drugi zaś, po słabszym początku pomógł
łatać dziury w obronie, a po przechwycie otworzył wynik dla
Polaków w doliczonym czasie gry. Obaj spełnili swoje zadania na
linii rzutów wolnych, gdy ważyły się losy wygranej i awansu z
pierwszego miejsca. Tak grających obwodowych było nam trzeba już
podczas słoweńskiego Eurobasketu..
Polacy jadą na
Mistrzostwa jako najlepsza drużyna grupy C. Co ciekawe, pierwszy raz
od 2006 roku nasza kadra przeszła do dalszych gier bez pomocy
Marcina Gortata. Nie jest to przytyk dla środkowego Washington
Wizards, a bardziej wyraz uznania, tak dla niego, jak i dla ekipy w
aktualnym składzie. Jest to także przyczynek do dyskusji nad
składem reprezentacji na przyszłoroczne mistrzostwa Europy.
Swoje zadanie wypełnił
trener Mike Taylor. W krótkim czasie zbudował zespół złożony z
zawodników mniej doświadczonych i osiągnął dobry rezultat już
dziś, a nie w perspektywie czasu. Potrafił przekazać podopiecznym
nie tylko entuzjazm, ale i opanowanie, którym emanował podczas
branych przez siebie przerw na żądanie. Nie widzieliśmy tym razem
bałkańskich tańców przy linii bocznej, ani objeżdżania
zawodników na siadających na ławkę. Nie było także bezradnie
rozkładanych rąk i ataków furii po nieudanych zagraniach. Może to
tylko umiejętna mowa ciała, ale jak widać przekaz dobrze podziałał
na drużynę. Za to i za efekt końcowy należy się Amerykaninowi
szansa poprowadzenia kadry podczas przyszłorocznego turnieju.
Jaka to będzie drużyna?
Z pewnością za rok naprzeciwko biało-czerwonych staną silniejsi
rywale niż Luksemburg, czy Austria. Zawodnicy coacha Taylora
pokazali, że nie tylko mówią o dobrej atmosferze, ale i ją wraz
ze sztabem szkoleniowym faktycznie tworzą. Do wygrywania na
Eurobaskecie potrzebna będzie jednakże również lepsza sportowa
jakość. Tacy gracze jak, min. Łukasz Koszarek, czy wspominany już
Gortat muszą być brani pod uwagę przy budowie składu. Nowi
zawodnicy powinni umieć włączyć się do tej ekipy także pod względem
mentalnym. Bez szumnych deklaracji, za to z gotowością do stania
się częścią większej całości. Bez tego nie ma mowy o
stworzeniu teamu, który pokaże się wśród najlepszych w Europie z
dobrej strony.
Obecna kadra nie jest
jeszcze z pewnością gotowym produktem, a awans na Mistrzostwa
powinien być etapem jego tworzenia. Dziękując za to, co udało się
tej ekipie osiągnąć proszę o (coś) więcej za rok. Decyzja o
tym, gdzie turniej zostanie rozegrany zapadnie 8 września. Dzięki
wczorajszemu występowi reprezentacji, kibice basketu w Polsce mają
powód, by na ten dzień oczekiwać z dużym zainteresowaniem.
4 komentarze:
Dlaczego juz nie prowadzisz bloga? Swego czasu często tu gościłam i czytałam co tam piszesz zewzględu na twój sposób przekazywania informacji :c
przepiękne zdjęcia i ogólnie genialny reportaż :)
Bardzo ciekawy blog jednak od jakiegoś czasu się coraz mniej na nim rzeczy pojawia.
Bardzo dziękuję za dobre słowa w imieniu własnym i kolegów, z którymi publikowałem teksty na 3 sekundach. Niestety od dłuższego czasu nie piszemy już niczego nowego z powodu pochłonięcia przez obowiązki w innych miejscach, niekiedy z dala od koszykówki. Blog, póki co, istnieje, by zamieszczone treści całkiem nie zniknęły z sieci, ale szans na jego reaktywację nie widać. Ale, oczywiście - "nigdy nie mów nigdy". Pozdrawiam serdecznie, Łukasz Michniewicz
Prześlij komentarz