czwartek, 28 sierpnia 2014

Zadanie wypełnione

Cel został zrealizowany, reprezentacja Polski wygrała grupę C i zagra na przyszłorocznym Eurobaskecie. Po drodze nerwów i emocji było co niemiara, a mecz z Austriakami był widowiskiem dla ludzi o mocnych nerwach. Przed polską koszykówką rok czasu na zbudowanie zespołu, który dobrze zaprezentuje się podczas turnieju głównego.

Mogłoby się wydawać, że po dwukrotnym pokonaniu reprezentacji Niemiec przed naszą drużyną narodową została już łatwiejsza część drogi na mistrzostwa Europy. Tymczasem, o ile spotkanie z Luksemburgiem było swego rodzaju kubłem zimnej wody, o tyle mecz z Austriakami był już totalną, szaloną bitwą. Najcięższym bojem, jaki Polacy stoczyli podczas tegorocznych kwalifikacji.


Po meczu z Luksemburgiem pisałem, że kluczem do wygranej w „meczu roku” musi być koncentracja i umiejętność narzucenia rywalom swojego stylu gry. Nie wiem, na ile zabrakło skupienia, a na ile naszych kadrowiczów sparaliżowała presja sukcesu, ale pojedynek z Austrią wyszedł im niezwykle chaotycznie. W ataku zdarzały się błędy ko(s)miczne. A to ktoś nie ściął pod kosz, inny nie zajął pozycji na obwodzie – momentami drużyna grała jakby to był jej pierwszy mecz w tym składzie. W obronie dominował kiepski timing – słabo skoordynowana pomoc, tu za mocna, tam za słaba. Plus – stałe grzechy, zbyt wielka agresja nastawiona na przechwyt, a za mało pracy na nogach. No i ten Rasid Mahalbasić..

Jedyny klasyczny środkowy w kadrze Austrii miał być celem numer jeden naszej drużyny. Tymczasem były gracz Asseco Prokomu Gdynia znów, tak jak w pierwszym spotkaniu, wygrywał pojedynki indywidualne, wymuszał faule, punktował i otwierał kolegom możliwość gry. Trzeba mu oddać, że zagrał heroicznie. W dogrywce słaniał się na nogach, a po kilku bodiczkach od naszych podkoszowych zgięty w pół musiał opuścić boisko. Ostatecznie, zanim spadł za piąty faul, wyeliminował z gry Adama Hrycaniuka, a wcześniej zatrzymał swoich największych rywali, Damiana Kuliga i Przemysława Karnowskiego w akcjach, które mogły dać nam wygraną w regulaminowym czasie. 27 punktów i 13 zbiórek – absolutnie kosmiczny mecz Austriaka i prztyczek w nos dla tych, których twierdzą, że czas centrów w koszykówce minął.

Na szczęście w naszej drużynie objawiło się więcej bohaterów. Wspomniani Kulig z Karnowskim stworzyli zabójczy duet, który wchodząc z ławki rozbijał austriacką obronę. Pierwszy trafiał rzuty po absolutnie mistrzowskich manewrach, o które jeszcze dwa lata temu nikt go nie podejrzewał. Szkoda, że w końcówce czwartej kwarty w jednym wypadku zabrakło mu do wykonania jeszcze jednej „pompki”, ale i tak zagrał świetnie. Był tylko o pięć punktów gorszy od Mahalbasicia, a do tego umiejętnie czyścił sytuacje pod naszymi tablicami. Obaj z Karnowskim potrafili też stopować Mahalbasicia pod naszym koszem, choć ta sztuka nie wychodziło wczoraj zbyt często. Za to w ataku niekiedy sami ze sobą rozgrywali akcje, gdy obwodowym zaczynało brakować pomysłu.

Nie byłoby wczorajszego zwycięstwa, gdyby do duetu wysokich nie dołączył Kamil Łączyński. Wydawało się, że w tych eliminacjach skończy jako człowiek od robienia atmosfery poza boiskiem. Tymczasem wczoraj w ważnych momentach przyćmił świetnego w tych rozgrywkach Roberta Skibniewskiego wnosząc element szaleństwa i nieszablonowych rozwiązań. Czasami przesadzał i obok zagrań świetnych miał i takie, jak choćby niezrozumiała strata na środku boiska, czy choćby faul na prześladującym naszą kadrę Thomasie Klepeiszu. Niemniej, bez jego niekonwencjonalnych zagrań i dobrej współpracy z wysokimi nie przełamalibyśmy impasu w grze.

Nie zawiedli też liderzy zespołu – ten wyczekiwany, Adam Waczyński oraz ten, który wyskoczył mu zza pleców, Mateusz Ponitka. Pierwszy z nich serią punktów przełamał wynik w trzeciej kwarcie, dając nam po raz pierwszy prowadzenie. Drugi zaś, po słabszym początku pomógł łatać dziury w obronie, a po przechwycie otworzył wynik dla Polaków w doliczonym czasie gry. Obaj spełnili swoje zadania na linii rzutów wolnych, gdy ważyły się losy wygranej i awansu z pierwszego miejsca. Tak grających obwodowych było nam trzeba już podczas słoweńskiego Eurobasketu..

Polacy jadą na Mistrzostwa jako najlepsza drużyna grupy C. Co ciekawe, pierwszy raz od 2006 roku nasza kadra przeszła do dalszych gier bez pomocy Marcina Gortata. Nie jest to przytyk dla środkowego Washington Wizards, a bardziej wyraz uznania, tak dla niego, jak i dla ekipy w aktualnym składzie. Jest to także przyczynek do dyskusji nad składem reprezentacji na przyszłoroczne mistrzostwa Europy.

Swoje zadanie wypełnił trener Mike Taylor. W krótkim czasie zbudował zespół złożony z zawodników mniej doświadczonych i osiągnął dobry rezultat już dziś, a nie w perspektywie czasu. Potrafił przekazać podopiecznym nie tylko entuzjazm, ale i opanowanie, którym emanował podczas branych przez siebie przerw na żądanie. Nie widzieliśmy tym razem bałkańskich tańców przy linii bocznej, ani objeżdżania zawodników na siadających na ławkę. Nie było także bezradnie rozkładanych rąk i ataków furii po nieudanych zagraniach. Może to tylko umiejętna mowa ciała, ale jak widać przekaz dobrze podziałał na drużynę. Za to i za efekt końcowy należy się Amerykaninowi szansa poprowadzenia kadry podczas przyszłorocznego turnieju.

Jaka to będzie drużyna? Z pewnością za rok naprzeciwko biało-czerwonych staną silniejsi rywale niż Luksemburg, czy Austria. Zawodnicy coacha Taylora pokazali, że nie tylko mówią o dobrej atmosferze, ale i ją wraz ze sztabem szkoleniowym faktycznie tworzą. Do wygrywania na Eurobaskecie potrzebna będzie jednakże również lepsza sportowa jakość. Tacy gracze jak, min. Łukasz Koszarek, czy wspominany już Gortat muszą być brani pod uwagę przy budowie składu. Nowi zawodnicy powinni umieć włączyć się do tej ekipy także pod względem mentalnym. Bez szumnych deklaracji, za to z gotowością do stania się częścią większej całości. Bez tego nie ma mowy o stworzeniu teamu, który pokaże się wśród najlepszych w Europie z dobrej strony.

Obecna kadra nie jest jeszcze z pewnością gotowym produktem, a awans na Mistrzostwa powinien być etapem jego tworzenia. Dziękując za to, co udało się tej ekipie osiągnąć proszę o (coś) więcej za rok. Decyzja o tym, gdzie turniej zostanie rozegrany zapadnie 8 września. Dzięki wczorajszemu występowi reprezentacji, kibice basketu w Polsce mają powód, by na ten dzień oczekiwać z dużym zainteresowaniem.



4 komentarze:

Granit Hersteller pisze...

Dlaczego juz nie prowadzisz bloga? Swego czasu często tu gościłam i czytałam co tam piszesz zewzględu na twój sposób przekazywania informacji :c

moda na obcasach pisze...

przepiękne zdjęcia i ogólnie genialny reportaż :)

oryginalny prezent na urodziny pisze...

Bardzo ciekawy blog jednak od jakiegoś czasu się coraz mniej na nim rzeczy pojawia.

Łukasz Michniewicz pisze...

Bardzo dziękuję za dobre słowa w imieniu własnym i kolegów, z którymi publikowałem teksty na 3 sekundach. Niestety od dłuższego czasu nie piszemy już niczego nowego z powodu pochłonięcia przez obowiązki w innych miejscach, niekiedy z dala od koszykówki. Blog, póki co, istnieje, by zamieszczone treści całkiem nie zniknęły z sieci, ale szans na jego reaktywację nie widać. Ale, oczywiście - "nigdy nie mów nigdy". Pozdrawiam serdecznie, Łukasz Michniewicz